Montag, 25. Februar 2013
...tak uciec...
Czasem chciala uciec na koniec swiata... albo do Norwegii. Kochala sie w tych pelnych tesknoty zdjeciach, choc nigdy tam naprawde nie byla. Spokoj wody i wzniosle szczyty. A para unoszaca sie nad woda nostalgicznie zblizala te odlegle swiaty. Marzyla, ze tam jej male troski znikna w obliczu piekna wielkiej sily natury. Tak, miala male troski. Kiedy przychodzily, chciala wszystko rzucic i uciec, bo jej sie wydawalo, ze nie da rady. Chciala bardzo, by czas lecial, i zeby juz minelo to co mialo nadejsc, czego sie bala. Ale czas wciaz krecil jej karuzela. Z euforii popadala w zwatpienie. Raz czula, ze pokona wszystkie przeszkody i znow sie chciala poddac, wszystko odwolac, wszystkich przeprosic i uciec daleko...
...nie patrzec i nie rozumiec...
Znow sie okazalo, ze tak naprawde nikt jej nie rozumie. Czasem mysli, ze nie jest z tego swiata. Niby wie, ze kazdy mysli inaczej, ze ma do tego pelne prawo, ale... No wlasnie wciaz to ale. Moglaby juz przstac z tym ale. Powinna ich zostawic w spokoju. Wciaz widzi ich bledy, wciaz zauwaza co nie funkcjonuje, wciaz automatycznie szuka rozwiazan. Meczy sie sama i doskonale o tym wie. Nauczyla sie wprawdzie udawac, ze pewnych rzeczy nie widzi. Ale je widzi! Wiec nie umie znalezc spokoju,, a powinna po prostu dac im zyc po swojemu...
Samstag, 23. Februar 2013
...sama chciala...
Ciagle sie zastanawia, czy to wszystko mialo sens. Ta cala jej zyciowa meka. Szarpala sie strasznie. Sama tak chciala. Coz, gdy wszystko stracone. Znow zaczyna swoje zycie budowac od nowa. Powinna byla juz dawno. Teraz chce zyc inaczej. Teraz wie, ze przychodzimy na swiat, by zyc w szczesciu i zdrowiu, mamy prawo zyc w dostatku, by cieszyc sie tym wszystkim i te radosc z innymi dzielic. Czy jednak pojelaby to bez tej calej zyciowej meki, bez tej calej cierpienia drogi? Czy to wszstko bylo potrzebne? Nie umie odpowiedziec. Czuje jednak, ze teraz moglaby zyc bez tych wszystkich rzeczy, ktore posiada. Kiedys miala wiecej i nie byla szczesliwa. Jednego jest pewna, nie umialaby zyc juz bez ludzi. To dla nich teraz zyje i dla siebie, bo bez niej nic sie juz nie odbedzie. Nic...
Freitag, 22. Februar 2013
...ach ta natura...
Kiedys dawno postanowila, ze bedzie pomagac ludziom. Juz zawsze miala wrazenie, ze widzi i rozumie wiecej, byla gotowa w kazdej chwili pomoc, jesli ktos sie zagubil. Serce jej sie radowalo, gdy slyszala dziekuje. Myslala, ze wlasnie po to zyje. Z czasem jednak zapominala o tym. Moze za malo bylo w kolo niej ludzi, ktorym mogla pomoc. A moze nie chcieli? Wiec zapomniala jak sie pomaga. Bylo jej coraz ciezej. Popadala w ten sam schemat. Zamieszkala w zimnej i ciemnej krainie i wciaz potykala sie o kamienie.. jak wszyscy wkolo niej. Myslala wtedy, jakie zycie jest ciezkie.Gdy inni opowiadali o tym jak im zle, potrafila sie tylko przekrzykiwac. Teraz moze ich dzieki temu lepiej zrozumiec. Dzis znow moze pomagac i bardzo cierpi, gdy slyszy o tych wszystkich zlych rzeczach. Wie, ze tak nie wiele trzeba, zeby zycie wielu ludzi sie odmienilo, wie, ze wszystkim byloby latwiej, ale wie tez, ze czasem trzeba bardzo bardzo wiele, zeby sie cos zmienilo, a czasem to po prostu niemozliwe... bo oni nie chca. I musi to uszanowac...
Donnerstag, 21. Februar 2013
...taka ona...
Skad ona ma tyle energii? Pytali wszyscy dookola. Sama sie pytala czasem. Czarodziejka czerpala energie z kosmosu, a ona... Nie wiadomo skad. Moze z przewodnikow elektrycznych. Juz zawsze lubila urzadzenia elektryczne. Cokolwiek sie psulo chciala zaraz rozbierac i naprawiac, miala to po ojcu... Raz, ze nie umiala zrozumiec, jak to jest, ze nagle cos nie funkcjonuje, dwa, ze skoro funkcjonowalo, to musi znow funkcjonowac. I w ogole nie miala cierpliwosci. Jak to, trzeba teraz czekac na technika? Tak po prostu stac i czekac? To nie dla niej... Wiele elektrycznych urzadzen nawet nie potrafila zrozumiec, ale za to swietnie umiala wykorzystac prawa fizyki, z ktorych korzystaly. Wezmy taki akumulator, co sam sie laduje. Niesamowite, nie? Ona tez byla jak akumulator, wciaz naladowana, pozytywna energia oczywiscie. Nie raz slyszala, jak pytali, jak ona to robi, skad bierze sile na to wszystko, co sie zdarzylo, i nie narzeka, i usmiecha sie.. Tego sama nie wiedziala, ale katalizator, ktory pewnego dnia przyszedl jej na mysl swietnie tu pasuje. Podobnie wiele laczy ja ze wzmacniaczem. Tak jak on lubila przesadzac, nie kwiatki, lubila przesadzac uczucia, przezycia, zdarzenia, itp. Zawsze opowiadala z pasja, lubila sie podniecac, podziwiac, zatracac, potrafila sluchac jednej piosenki bez przerwy, w gosciach zjesc osiem ciastek naraz, czyli wszystkie, albo stac i gapic sie na cos, co nikomu nie wydalo sie nawet interesujace, a dla niej bylo odkryciem... Zawsze miala na wszystko ochote i z wszystkiego byla zadowolona. Po prostu ona...
Mittwoch, 20. Februar 2013
...nowe zycie...
Kiedys dawno byla bardzo nieszczesliwa. Wiele o tym mysli, bo spotyka na swej drodze bardzo nieszczesliwych ludzi. Mecza sie tak jak ona sie meczyla. Doskonale ich rozumie. I to, ze tego nie widza. Ona tez nie widziala. Kazdy z nich tkwi w swoim kole, tak jak ona w swoim tkwila. Kiedy zaczela przygladac sie ludziom, odkryla, ze w oczach maja strach, w
glosie wyrzuty i samych siebie oklamuja. Mowia o chorobie, choc ciesza
sie zdrowiem, wciaz brak im pieniedzy choc zyja w dobrobycie, a dla kochanych ludzi maja tylko przykre slowa. Spojrzala na siebie i ogarnal ja smutek. Codziennie karala sie wyrzutami i traktowala siebie najgorzej na swiecie. Nigdy nie przyznala sie sama przed soba, ze bylo dobrze jak bylo. Czula, ze nikt jej nie docenia. Gdy ktos chwalil, mowila, ze nieprawda. Wciaz czula sie tak, jakby byla komus cos winna, jakby komus zrobila krzywde. Nie mogla uwierzyc w to, ze moze ja ktos kochac, pomimo tego, ze ona nie udowodni, ze kochac ja warto...Zrozumiala, ze tak samo jak oni, ona chcialaby, by kochali ja, bo po prostu jest. Postanowila, ze zrobi to dla nich. I zaczela kochac ich pierwsza...
Montag, 18. Februar 2013
...jej swiata ciag dalszy...
Kiedy tylko mogla uciekala w swiat mysli. Od kiedy zrozumiala, ze zle mysli sa przyczyna jej calej zyciowej meki, i ze wystarczy kazda zla mysl w dobra zamienic, jej swiat stal sie kraina marzen i niezwyklych doznan. Mogla myslec o czym tylko chciala, wymyslac najpiekniejsze chwile, przyszle zdarzenia, snuc plany. To byla kraina bez konca, pelna nieograniczonych mozliwosci. Mogla w niej spelniac wszystkie marzenia i poczuc sie tak, jakby sie naprawde spelnily. Wystarczylo sobie wobrazic... Istnienie tej krainy dawalo jej bezpieczenstwo. Wiedziala, ze oprocz zwyklego zycia, pelnego wielu przykrych ludzi, skomplikowanych spraw, trudnych sytuacji i nieoczekiwanych zdarzen, istnieje jeszcze cos poza. Ten zwykly swiat w swej ulomnosci nabieral nagle innego znaczenia. Jego niedoskonalosc stawala sie wrecz przyjemna. Przestala pragnac jej zmieniac. Spojrzala przychylnie na wlasne bledy. Wiedziala tez, ze deszczowa pogoda nie musi jej popsuc humoru. Namietnie szukala czegos dobrego w kazdej sposobnosci, ktora moze nie do konca byla przyjazna. Pytala wtedy siebie samej, czy zawsze musi swiecic slonce. Nie, a w mokrach ulicach przeslicznie odbijaly sie swiatla. Czasem nawet dostrzegala w zwyklej rzeczy jakas wyjatkowa wartosc i nie mogla sie nadziwic, ze tego wczesniej nie zauwazyla. O tak, lubila przesadzac. Ale to nie mialo juz negatywnego znaczenia. Cieszyla sie z tego jaka jest... Nareszcie...
Sonntag, 17. Februar 2013
...jej swiat...
Przez ostatnie lata niemal nie utracila calej tej swojej wewnetrznej radosci i milosci. Miala do siebie pretensje i robila sobie wyrzuty, gdy patrzyla na ukochanych ludzi jak bardzo sa nieszczesliwi i nie umiala im pomoc. Starala się jak mogla, ale nie potrafila. Cierpiala, bo wiedziala, ze jest to po prostu niemozliwe. Poczatkowo nawet w to wierzyla i poswięciła wszystko co tylko mogla. Zrezygnowala ze swoich zajec, by ten czas im poswiecic. Nie szukala ludzi, bo przeciez nikogo wiecej nie potrzebowala. Miala ich. Jej potrzeby przestaly byc wazne. Tyle ich potrzeb chciala spelniac. I tak wiele miala do ofiarowania. Z tego wszystkiego czasem wymyslala im tez nowe pragnienia, o ktorych nawet nie snili. Chciala tak bardzo uszczesliwiac, bo wierzyla, ze to jej misja na ziemi. Cala siebie oddala, nic sobie nie zostawila. Gdy sie jednak okazalo, ze i to nie pomoglo, wpadla w rezygnacje. Tracila sie. Teraz sama potrzebowala pomocy, ale wkolo bylo pusto. Jak ktokolwiek mial jej teraz pomoc, gdy to wlasnie ona zawsze wszystkim pomagala, mogla wiec pomoc sobie sama... niestety, nie mogla. Poczucie winy, rozgoryczenie, zal i smutek przytlaczaly ja z dnia na dzien coraz bardziej. Przestala dawac radosc i milosc, bo nikt tego nie potrzebowal...
Samstag, 16. Februar 2013
...nowy dzien...
Byly dni, gdy kochala sie we wszystkim dookola. Szla wtedy z rozmachem, zawsze chodzila z rozmachem, ale wtedy wyjatkowo cieszyla sie, ze idzie i stawiala wielkie kroki. Gdy nie bylo wiatru, rozpinala plaszcz i uwielbiala jak obija sie co chwile o jej swobodnie unoszace sie w rytm krokow rece. Szla i nie mogla sie nadziwić jak piekne potrafi byc niebo, zwlaszcza to o poranku, takie rozowe na dole i jeszcze mocno niebieskie o gory. Albo gdy nocna chmura przykrywala je do polowy, jego poranna częsc jak wielki skarb wylaniala sie spod ciemnej pokrywy, by dac swiatu cala swoja jasnosc... Zachwycalo ja kazde swiatlo, ktore mijala, uliczna lampa, ktorej pomaranczowy odcien przełamywal zimno mocnego blekitu nieba, swiatla w oknach mieszkan blokow, w ktorych ludzie zaczynali nowy dzien, mijajace ja samochody urzekaly ja nie tylko swoimi zywymi reflektorami, ale w cudowny sposob odbijaly w swoich blyszczcych maskach inne swiatla, ktore tanczyly po nich chwilke i uciekaly. Mijala innych ludzi, ktorzy tak jak ona podejmowali wyzwanie kolejnego dnia, ktory to przyblizal ich do wybranego celu. Usmiechala sie do nich. Uwazala, ze to fantastyczne, że spotykaja sie dokladnie w tym miejscu, dzis i teraz. Nigdy ta chwila miala sie przeciez nie powtorzyc, moze mieli sie juz nigdy nie minac. Tych, ktorych mijala codziennie obdarzala zawsze serdecznym usmiechem, a nawet po pewnym czasie zaczynala pozdrawiac ich zywym dzien dobry i rowniez sie usmiechala, jeszcze cieplej, jakby chciala im dac czesc tej swojej wewnetrznej radosci. Miala jej tak wiele. Uwielbiala to, bo widziala jak bardzo ich cieszyla ta nagla przychylnosc obcej osoby. Gdy szla druga strona ulicy reka jej sama wznosila sie do gory, by pomachac. Czula jak usmiecha sie wtedy sama do siebie. W jej zyciu przybywalo tych dni coraz wiecej i wiecej...
Freitag, 15. Februar 2013
...wyjatkowy...
Potrafila sie zakochac na chwile w kazdym mezczyznie, ktory objal ja wyjatkowym spojrzeniem. Gdy ich oczy sie spotkaly bylo cos glebokiego w tym polaczeniu i stawal sie jej wyjatkowo bliski. Czula, ze jego istnienie ma swoje male wyjatkowe miejsce na jej drodze, jest jakby przypisane, by mogla oddac mu w tej jednej chwili czesc swej wielkiej wewnetrznej milosci, ktorej tak wiele miala. Chciala sie nia dzielic. Czula, ze serca tych mezczyzn tego potrzebuja. Dzieki jej milosci przestawaly byc zimne i samotne. W jednej chwili, nawet krotkiej potrafila ogrzac je swoim spojrzeniem. Nie mogli oderwac od niej wzroku. A ona swoimi akwamarynowymi oczami zatapiala się bez reszty we wnetrzu ich dusz. Czula najcieplejszą tonacje meskosci, w ktorej tracili sie zupelnie, by oddac jej wszystko, zrezygnowac z tej calej swej meskiej sily. Bylo to uczucie zupelnie niewinne. Nie pragnela go fizycznie i on jej nie pozadal, ale oboje czuli, ze w tej jednej chwili laczy ich jakas wspolnosc... Usta wypowiadaly obce slowa, ale ich dusze mowily, wiec jestes. W tej jednej malej chwili czuli się tak bezpieczni, jak nigdy dotad, jakby znalezli miejsce, do ktorego zdazali. Ale chwile maja to do siebie, ze sie koncza. Zatrzymywanie jej wywolywalo bol. Tesknota, ktora pojawiala sie na mysl o rozstaniu byla jednak nierozlaczna czescia ich polaczenia. Tylko chwilowy urok pozostal w ich pamieci...
Donnerstag, 14. Februar 2013
...pozegnanie...
...w jednej chwili pojela jak wielkie znaczenie mialo dla niej to co sie wydarzylo. Przeciez potrafila czuc tak wiele, tyle bogactwa... Czymze sa rzeczy materialne i pieniadze przy tym, gdy mogla czuc sie tak cudownie, i rownie strasznie. Gdy jej serce wypelniała radosc i milosc, byla rownie bogata, jak wtedy gdy bol rozdzieral jej dusze i cialo. Nagle te wszystkie doznania staly sie jej wlasne, nawet jesli byly bardzo nieprzyjemne, byly jej i tylko jej. I tylko ona mogla je tak czuc. Nikt inny w ten sam sposob nie byl w stanie tego robic. Gdy sobie to uswiadomiła, nie pragnela tego zmieniac. Wiedziala, ze moze czuc sie zle i to nic nie zmieni w calosci jej zycia, lecz jest po prostu czyms co sie zdarza, że to kolejna sytuacja w jej zyciu, nadal bedzie taka sama, a te uczucia tworza pewna konstelacje, ktora odzwierciedlila sie w jej wnetrzu. Zaczela sie z nimi akceptowac. Poczula sie ze soba dobrze, naprawde dobrze... Niestety, kazdy kto z jej uczuciami probowal walczyc stawal sie jej wrogiem. Ktokolwiek probowal jej mowic, ze ma przestac, zapomniec, cos zmienic, zaczynal ja ranic, i bol stawał sie jeszcze wiekszy. Prosila, by przestali to robic. Czekala, prosila, cierpiala, i jeszcze czekala. Bronila sie slowami. Chciala chronic sie sama, bo nikt nie byl w stanie jej chronic. Postanowila, ze beda musieli odejsc z jej zycia...
Abonnieren
Posts (Atom)