Donnerstag, 14. Februar 2013
...pozegnanie...
...w jednej chwili pojela jak wielkie znaczenie mialo dla niej to co sie wydarzylo. Przeciez potrafila czuc tak wiele, tyle bogactwa... Czymze sa rzeczy materialne i pieniadze przy tym, gdy mogla czuc sie tak cudownie, i rownie strasznie. Gdy jej serce wypelniała radosc i milosc, byla rownie bogata, jak wtedy gdy bol rozdzieral jej dusze i cialo. Nagle te wszystkie doznania staly sie jej wlasne, nawet jesli byly bardzo nieprzyjemne, byly jej i tylko jej. I tylko ona mogla je tak czuc. Nikt inny w ten sam sposob nie byl w stanie tego robic. Gdy sobie to uswiadomiła, nie pragnela tego zmieniac. Wiedziala, ze moze czuc sie zle i to nic nie zmieni w calosci jej zycia, lecz jest po prostu czyms co sie zdarza, że to kolejna sytuacja w jej zyciu, nadal bedzie taka sama, a te uczucia tworza pewna konstelacje, ktora odzwierciedlila sie w jej wnetrzu. Zaczela sie z nimi akceptowac. Poczula sie ze soba dobrze, naprawde dobrze... Niestety, kazdy kto z jej uczuciami probowal walczyc stawal sie jej wrogiem. Ktokolwiek probowal jej mowic, ze ma przestac, zapomniec, cos zmienic, zaczynal ja ranic, i bol stawał sie jeszcze wiekszy. Prosila, by przestali to robic. Czekala, prosila, cierpiala, i jeszcze czekala. Bronila sie slowami. Chciala chronic sie sama, bo nikt nie byl w stanie jej chronic. Postanowila, ze beda musieli odejsc z jej zycia...
Abonnieren
Kommentare zum Post (Atom)
Keine Kommentare:
Kommentar veröffentlichen