Samstag, 16. Februar 2013

...nowy dzien...

Byly dni, gdy kochala sie we wszystkim dookola. Szla wtedy z rozmachem, zawsze chodzila z rozmachem, ale wtedy wyjatkowo cieszyla sie, ze idzie i stawiala wielkie kroki. Gdy nie bylo wiatru, rozpinala plaszcz i uwielbiala jak obija sie co chwile o jej swobodnie unoszace sie w rytm krokow rece. Szla i nie mogla sie nadziwić jak piekne potrafi byc niebo, zwlaszcza to o poranku, takie rozowe na dole i jeszcze mocno niebieskie o gory. Albo gdy nocna chmura przykrywala je do polowy, jego poranna częsc jak wielki skarb wylaniala sie spod ciemnej pokrywy, by dac swiatu cala swoja jasnosc... Zachwycalo ja kazde swiatlo, ktore mijala, uliczna lampa, ktorej pomaranczowy odcien przełamywal zimno mocnego blekitu nieba, swiatla w oknach mieszkan blokow, w ktorych ludzie zaczynali nowy dzien, mijajace ja samochody urzekaly ja nie tylko swoimi zywymi reflektorami, ale w cudowny sposob odbijaly w swoich blyszczcych maskach inne swiatla, ktore tanczyly po nich chwilke i uciekaly. Mijala innych ludzi, ktorzy tak jak ona podejmowali wyzwanie kolejnego dnia, ktory to przyblizal ich do wybranego celu. Usmiechala sie do nich. Uwazala, ze to fantastyczne, że spotykaja sie dokladnie w tym miejscu, dzis i teraz. Nigdy ta chwila miala sie przeciez nie powtorzyc, moze mieli sie juz nigdy nie minac. Tych, ktorych mijala codziennie obdarzala zawsze serdecznym usmiechem, a nawet po pewnym czasie zaczynala pozdrawiac ich zywym dzien dobry i rowniez sie usmiechala, jeszcze cieplej, jakby chciala im dac czesc tej swojej wewnetrznej radosci. Miala jej tak wiele. Uwielbiala to, bo widziala jak bardzo ich cieszyla ta nagla przychylnosc obcej osoby. Gdy szla druga strona ulicy reka jej sama wznosila sie do gory, by pomachac. Czula jak usmiecha sie wtedy sama do siebie. W jej zyciu przybywalo tych dni coraz wiecej i wiecej...

Keine Kommentare:

Kommentar veröffentlichen